Aby obejrze serwis naley zainstalowa Macromedia Flash Player w wersji 8 pobierz
|
|
 |
|
05-12-2006 Goniec Polski
|
11-09-2007 |
''Panie Marszałku, jest problem...''
Takich emocji jak podczas ubiegłotygodniowego spotkania Polonii z Marszałkiem Senatu Maciejem Płażyńskim, dawno w Londynie nie było. Było więc tradycyjne wylewanie żali na to, że w Polsce nie ma rzetelnej kampanii informującej o tym jak żyć w Wielkiej Brytanii, że polski rząd nic nie robi, by zatrzymać ludzi w kraju, a tym, którzy są na obczyźnie skutecznie pomagać.
W spotkaniu, które odbyło się w Sali Malinowej Polskiego Ośrodka Społeczno-Kulturalnego, wzięło udział kilkadziesiąt osób – głównie przedstawicieli organizacji polonijnych. Tak samo jak na wcześniejszych spotkaniach z posłem Janem Rokitą, ministrem pracy i polityki społecznej Anną Kalatą czy doradcą premiera ds. Polonii Michałem Dworczykiem, mówiono o tych samych problemach. W dyskusji pojawiły się tylko dwa nowe wątki: wątek polskiej szkoły średniej w Londynie oraz problem zdrowia psychicznego przebywających w Wielkiej Brytanii Polaków, który poruszyła wolontariusza brytyjskiej organizacji charytatywnej niosącej pomoc ludziom z zaburzeniami psychicznymi. Jak zaapelowała kobieta, wielu Polakom konieczna jest tutaj natychmiastowa pomoc polskich specjalistów, gdyż m.in. ze względu na barierę językową Anglicy nie są w stanie fachowo nam pomóc.
Podczas dyskusji wiele emocji wywołał także temat polonijnych mediów, które rzekomo nie są wolne od politycznych nacisków i prowadzą kampanię skierowaną przeciwko braciom Kaczyńskim. W związku z tym z sali padł absurdalny głos, by powołać do życia gazety dla
Polaków pisane po angielsku i redagowane przez Anglików, którzy byliby bardziej obiektywni…
Ludzie domagali się nawet ponownego otworzenia w Wielkiej Brytanii oddziału Banku Polskiego i sprowadzenia z Polski adwokatów, którzy reprezentowaliby Polaków przed brytyjskimi sądami, gdyż ci brytyjscy rzekomo zawsze działają na naszą niekorzyść.
Katarzyna Kopacz: Jak ocenia Pan dzisiejszą dyskusje, czy dowiedział się z niej Pan czegoś cennego o problemach tutejszej Polonii?
Maciej Płażyński: Oczywiście, że były głosy spoza tych tradycyjnych instytucji polonijnych, bo to daje nam informację od tej młodej, burzliwej części Polonii. Oczywiście, że to nie jest tak, że my o pewnych sytuacjach w ogóle nie wiemy, no ale nawet jeśli się o czymś wie a na różnych spotkaniach problemy się powtarzają, to znaczy, że są one ostrzejsze i że trzeba szukać trafniejszych odpowiedzi. Sądzę, że takich dyskusji będzie jeszcze dużo. To ważne, że pojawiają się na przykład pytania o szkołę średnią. To dla nas sygnał, że problem nie jest wymyślony, ale rzeczywiście jest. Tak samo problem pomocy prawnej: jeśli mówi o nim kolejna osoba, to ułatwia nam podjęcie decyzji, czym się w pierwszej kolejności zająć. Oczywiście tak jak w Polsce żadna władza nie rozwiąże też wszystkich kłopotów, ale przynajmniej z niektórymi warto się mierzyć, np. przez lepszą działalność placówek konsularnych tak jak również wsparcie różnych instytucji z Warszawy.
K.K.: A czy rzeczywiście są jakieś realne szanse, by choć część tych problemów rozwiązać? A jeśli tak to kiedy, bo na razie politycy przyjeżdżają i diagnozują sytuację. Rodzi się też pytanie, czy 50 ciągle tych samych osób, które przychodzą na spotkania daje rzeczywisty obraz naszych problemów?
M..P. Spotykamy się z tymi, którzy chcą się spotykać. Młoda Polonia nie jest zorganizowana i trudno się z nią spotkać. To tak jak w Polsce: ludzie mogą narzekać, że partia ich nie reprezentuje, ale to z partiami toczy się dyskusje, bo nie z indywidualnymi osobami. Dobrze, że tworzy się tu nowa sytuacja, jeśli chodzi o spotkania polityczne, że jesteście zauważani i politycy przyjeżdżają i chcą się spotkać i rozmawiać z nową emigracją. Oznacza, że jesteście grupą, która w Polsce jest dostrzegana i ważna. Nawet jeśli z tych rozmów nie wynika nic od razu…Najbardziej konkretne są kwestie, które nie dotyczą jednak problemów społecznych, tylko przedsięwzięć w jakiejś mierze inwestycyjnych, na przykład wspomniana polska szkoła. Ta idea jest możliwa do zrealizowania. Jest potrzeba założenia polskiej szkoły i sądzę, że ona tu powstanie. Pytanie, jaka ona ma być, w którym miejscu, kto ma ją prowadzić. Trzeba to z zainteresowanymi i konsulatem jeszcze kilka razy przedyskutować, ale pierwszy sygnał już jest i teraz trzeba myśleć, co dalej. Kolejny problem – pomocy prawnej, o której mówi m.in. Rzecznik Praw Obywatelskich, stopniowo także będzie wprowadzany. Takie problemy możemy rozwiązywać, ale jak ktoś zapyta czy rozwiążemy problem wynikający na przykład ze stresu, to ja odpowiem, że my tego raczej nie rozwiążemy, bo one są wpisane w realia życia emigranta. My możemy myśleć jak temu zapobiec, jak wspomóc tych ludzi, ale to są kłopoty, których władza nie rozwiązuje.
K.K.: Brytyjskie partie polityczne i związki zawodowe coraz częściej namawiają Polaków do udziału w życiu politycznym i społecznym. Czy nie byłoby dobrym pomysłem nawiązać z tymi partiami jakąś współpracę? Może w przyszłości, gdy Polacy wrócą do kraju, przełożyłoby się na poparcie dla tych, którzy wspomagali ich nawet, gdy byli za granicą?
M.P.: Nie, myślę, że to raczej zbyt odległa droga. Po to żebyście głosowali na polskie partie, nie potrzeba pośrednictwa Brytyjczyków…Zdajemy sobie też sprawę z tego, że na razie nie mamy w kraju takiej oferty, która by spowodowała wasz powrót. Za miesiąc czy dwa oczywiście to nie nastąpi. Jedyną ofertą, która może was kusić, jest atrakcyjna praca, a tej na razie nie nazbyt wiele. Brytyjczycy w przeciwieństwie do nas oferują wam coś innego, oni mówią głosujcie, a my was będziemy poważniej reprezentować. To dobrze, że tak was postrzegają, ale odpowiedź musi być po waszej stronie. Jeśli okaże się, że Polonia potrafi te swoje głosy blokować i uczestniczyć w wyborach, to ta wasza rola polityczna się zwiększa. Tego brakuje też w przypadku amerykańskim. Tamtejsza Polonia nie potrafi sprzedać swoich głosów…
Ale słyszałem, że tu nie tylko partie, ale związki zawodowe zabiegają o polskich pracowników i sądzę, że z tego naprawdę warto korzystać, bo to daje większą ochronę w stosunku do pracodawcy, z którym tu są czasem dużo ostrzejsze niż w Polsce.
K.K.: No tak, ale czy w jakikolwiek sposób współpracujecie państwo z brytyjskimi partiami?
M.P.: Ta współpraca jest, na ile wiem PiS współpracuje z konserwatystami, Platforma zerkała w stronę Partii Pracy… Każdy jakoś tam szuka europejskich odpowiedników, ale to jest współpraca raczej w kwestiach międzynarodowych. Jeśli pojawi się jednak jakiś element współpracy młodej emigracji z tymi partiami, może te kontakty międzypartyjne jeszcze bardziej się zacieśnią. Póki co namawiałbym jednak na budowanie własnej politycznej elity na szczeblu na razie lokalnym. Tak będzie prościej, a ponadto posiadanie własnych przedstawicieli zawsze powoduje, że jest się postrzeganym jako grupa silniejsza i łatwiej się korzysta z pieniędzy publicznych.
K.K.: Wspomniał Pan, że na razie Polska nie ma dla nas oferty atrakcyjnej pracy. Jak Pan myśli – za ile lat będzie więc możliwy nasz powrót do kraju i godna praca?
M.P. Prywatnie?. Sądzę, że w ciągu kilku lat polski rynek pracy zmieni się na lepsze, bo Polska się starzeje, roczniki wyżu demograficznego przechodzą, a miejsc pracy trochę przybywa. Mało tego, wasz wyjazd spowodował, że polscy pracodawcy mocniej zaczynają cenić specjalistów, a więc ich płace idą w górę w wielu sektorach. A skoro płace idą w górę, łatwo podejmować decyzję o powrocie do kraju albo o tym, by wcale nie wyjeżdżać. Można nawet powiedzieć, że przez swój wyjazd pomogliście tym, którzy zostali w Polsce.
K.K.: To mówi Pan prywatnie a jako polityk?
M.P.: Twierdzę tak samo…
K.K.: Dziękuję za rozmowę.
|
 |
|