Aby obejrze serwis naley zainstalowa Macromedia Flash Player w wersji 8 pobierz
|
|
 |
|
11-11-2006 Forum Polonijne
|
11-09-2007 |
''O nowej i starej emigracji''
Rozmawiamy z Maciejem Płażyńskim, wicemarszałkiem Senatu RP Na wstępie informacja o dwu wydarzeniach w życiu europejskiej społeczności polonijnej.17 września odbyła się uroczystość przekazania Polakom kościoła św. Audeona w centrum Dublina. Podczas mszy św., celebrowanej w dwu językach: polskim i angielskim, arcybiskup Dublina i prymas Irlandii Diarmuid Martin przekazał kościół kardynałowi Józefowi Glempowi. Na uroczystość przybyły tłumy mieszkających w Irlandii Polaków. Z Polski przyjechali m.in. wicemarszałek Senatu RP Maciej Płażyński i wiceminister spraw zagranicznych Paweł Kowal.
Senat, który tradycyjnie opiekuje się rodakami przebywającymi poza granicami kraju, chce otaczać dużą troską - stwierdził Maciej Płażyński - także polską społeczność w Irlandii. Przebywający na Zielonej Wyspie Polacy będą mogli uzyskać pomoc nie tylko od władz tego kraju, polskich placówek dyplomatycznych, ale mogą mieć też duchową opiekę polskich duszpasterzy. Na otwarcie pierwszego ośrodka duszpasterskiego dla polskich emigrantów od dawna czekały tysiące naszych rodaków. Jego otwarcie dało początek nowemu rozdziałowi w historii Polonii na Zielonej Wyspie. I drugie wydarzenie: 30 września odbyło się uroczyste otwarcie Domu Polskiego w Daugavpils na Łotwie, także z udziałem wicemarszałka Macieja Płażyńskiego oraz prezesa Stowarzyszenia "Wspólnota Polska" prof. Andrzeja Stelmachowskiego. Dla łotewskich Polaków, liczących około 60 tysięcy, to bardzo istotny fakt o historycznym wymiarze.
* * * * Panie Marszałku, uczestniczył pan w obu wydarzeniach. Jak wynika z zapisów medialnych, Polakom w obu wyżej wymienionych krajach dostarczono niezwykłych chwil wzruszeń, które na długo zostaną w pamięci.
- Z pewnością tak będzie. Dla Polonii irlandzkiej to niecodzienne wydarzenie. Tym bardziej że jest ona nową, jeśli chodzi o swoją liczebność, gdyż do czasu przyjęcia do Unii Europejskiej, co jak wiemy stało się l maja 2004 r., w Irlandii było ok. 250-300 Polaków, na ogół z małżeństw mieszanych i ze "starej emigracji" z czasów II wojny światowej. Nasza obecność była więc minimalna. Nowy rozdział to ostatnie dwa, trzy lata, kiedy to nastąpił masowy napływ Polaków w poszukiwaniu pracy. Liczymy, że jest ich teraz około 200 tys., na ogół młodych Polaków, w tym w samym Dublinie ok. 70-80 tys. W większości są to ludzie w wieku 25-40 lat, którzy szukają pracy i lepszych zarobków. Zjawisko nowe, na które wszyscy starają się zareagować: instytucje państwowe i kościelne. Choćby reakcja Kościoła - szybka i bardzo ważna. Ważna dlatego, że każdy, kto zna nawet trochę emigrację polską, to wie, że kościół jest tym głównym punktem, wokół którego życie emigracyjne się toczy. Wie też, że to nie tylko kwestia opieki religijnej. Polskie duszpasterstwo, polski kościół - to punkt kontaktowy dla wszystkich Polaków, to miejsce, gdzie się przychodzi z bardzo różnymi problemami, gdzie ludzie się spotykają, gdzie jest opieka socjalna, gdzie tworzy się także, jak w wielu innych miastach, chociażby w Wiedniu, Paryżu czy Londynie - ośrodek, giełda informacji, pośrednictwo pracy. A więc wszystko, co wynika z tego, że Polacy wiedzą, iż w tym punkcie spotykają się. Nie tylko w niedzielę po mszy, ale częściej. Tym duszpasterstwem nasi księża biorą na siebie bardzo duże zadanie. Jestem przekonany, że sprostają. Nie tylko z punktu widzenia religijnego, choć jest to na pierwszym miejscu. I dlatego przekazanie kościoła w Dublinie dla Polonii jest tak ważnym wydarzeniem. Tym bardziej że konsulaty, z natury rzeczy, są ograniczone do działania zapisanego w kompetencji tych placówek. Wiadomo, że musimy natychmiast poszerzyć placówkę w Dublinie. Jest ona za mała zarówno, jeśli chodzi o pomieszczenie, a także, jeśli chodzi o etaty. W czasie wizyty był ze mną wiceminister spraw zagranicznych Paweł Kowal, odpowiedzialny w resorcie m.in. za placówki konsularne. I padła deklaracja, że to w najbliższych miesiącach będzie zmienione.
* Potem po kilkunastu dniach uczestniczył Pan w uroczystym przekazaniu Domu Polskiego w Daugavpils.
- Tak się złożyło, że wrzesień był taki intensywny w wydarzenia i spotkania z Polakami za granicą. Oczywiście sytuacja Polaków w każdym z tych państw jest zasadniczo inna. W Irlandii mówimy o nowej emigracji, o Polakach, którzy korzystając z tego, że w Unii Europejskiej jest swoboda podróżowania, pracy - wyjeżdżają tam, często bez odpowiedzi dla siebie, na ile lat tam zostaną. Jak z nimi rozmawiałem, mówili: rozglądamy się, mamy pracę; na jak długo? Może rok, może trzy lata, ale mało kto deklarował, iż zostanie na stałe. To jest nowo tworząca się Polonia, taka bardzo zmienna, jeśli chodzi o skład personalny. Całkiem odmiennie niż Polacy na Łotwie, szczególnie właśnie w Dyneburgu, bo taka nazwa była u nas przed laty, a teraz po łotewsku to Daugavpils. Tam jest Polonia "stara", zasiedziała, zakorzeniona od 400 lat. Oni są u siebie. To Rzeczpospolita zmieniła granice, oni zostali. Przez te czterysta lat podtrzymywali kulturę, język polski, wiarę katolicką. Stanowili tam kiedyś bardzo liczną grupę. Teraz jest ich trochę mniej, bo lata robią swoje. I to, co jest tam dla nas bardzo ważne: odtwarzamy szkolnictwo polskie. Przywracamy też, w ramach możliwości, jakie daje dziś niepodległa Łotwa, te placówki, które były w okresie przedwojennym, w czasach niepodległości. Dom Polski, który teraz otwieraliśmy, jest jakby ponownym otwarciem. Obiekt został zakupiony przez Polaków z ich własnych środków w okresie międzywojennym, ściśle w 1930 r. To miejsce funkcjonowania organizacji polskich przed wojną skonfiskowali później komuniści i odebrali polskiej społeczności. Kilka lat temu odzyskaliśmy je. Władze łotewskie po odzyskaniu niepodległości przekazały budynek miejscowej Polonii. Ze względu na stan techniczny podjęto decyzję o kapitalnym remoncie i modernizacji. Zasadniczy remont tego zabytkowego obiektu został przeprowadzony ze środków Senatu RP. Dom Polski będzie m.in. siedzibą dyneburskiego oddziału Związku Polaków na Łotwie. Mieści się tu teraz Centrum Kultury Polskiej, biblioteka, pracownia komputerowa. Mają swoje siedziby stowarzyszenia, kluby młodzieżowe, chóry, zespoły artystyczne, w tym znany zespół "Kukułeczka". Jest to najważniejsza placówka łotewskich Polaków. Jak już powiedziałam, z bardzo bogatą, długoletnią przeszłością.
* Panie Marszałku, wróćmy może do tej nowej emigracji polskiej w kilku krajach Europy Zachodniej. Jak Senat RP, tradycyjny opiekun Polonii, widzi problemy tej społeczności?
- Tak, to jest nowe zjawisko. Trzeba szukać odpowiedzi i znaleźć właściwe. Inne, niż do tej pory, przez 15 lat istnienia wolnego Senatu, padały w stosunku do "starej", zasiedziałej, tradycyjnej emigracji, nie tylko amerykańskiej. 20 października odbędzie się w Senacie duże spotkanie dyskusyjne z udziałem przedstawicieli kilku ambasad w krajach, w których ta nowa emigracja się rodzi, a także z uczestnictwem reprezentantów kilku resortów i przede wszystkim Senatu. Będziemy chcieli, opierając się na analizach naukowych, socjologicznych, podyskutować na temat tego nowego zjawiska, uściślić pewne oceny i wyciągnąć wnioski. Jak już powiedziałem, jest to emigracja wyłącznie zarobkowa, korzystająca ze swobody poruszania się w krajach Unii Europejskiej. Wyjeżdżają młodzi, którzy chcą znaleźć lepszą i lepiej opłacaną pracę. Wydaje się, że ta emigracja będzie jeszcze przez kilka najbliższych lat. Istnieje bowiem różnica płac między tym, co my możemy zaoferować w Polsce, a tym, co oferują czołowe państwa Unii Europejskiej. Jest to kilkukrotna różnica. I ludzie wyjeżdżają. Oni sami nie są w stanie powiedzieć, ilu z nich zostanie na stałe. Być może część zostanie, ściągnie rodziny. Może będą związki mieszane. Nikt tak tego dokładnie nie może planować. Na szczęście nie jest to - jak kiedyś - wyjazd w jedną stronę. A wręcz przeciwnie, z racji tanich połączeń lotniczych istnieje możliwość częstszego kontaktu z krajem. Ale to nie zmienia faktu, iż są to Polacy, obywatele polscy, którzy mają swoje oczekiwania wobec własnego państwa. I to państwo musi znaleźć sposób na spełnienie przynajmniej części oczekiwań. Tak jak mówiłem, Kościół robi swoje i chwała mu. Jeśli chodzi o państwo, to widzę przynajmniej trzy zagadnienia. Pierwsze to - oczywiste - opieka konsularna na właściwym poziomie. To, co jest teraz w Irlandii czy w Anglii, jest absolutnie niedopuszczalne. I trzeba to szybko zmienić. Muszą być ekipy konsularne dobre, doświadczone i wzmocnione liczebnie. Druga podstawowa kwestia: ludzie mają dzieci, którym powinniśmy zapewnić możność uczenia się języka polskiego i kultury polskiej. Osobiście uważam, że należałoby zapewnić przede wszystkim polskie szkolnictwo uzupełniające w szkołach irlandzkich, czyli dać im szansę na dwujęzyczność, dwukulturowość. To będzie ich kapitał. Obojętnie, czy zostaną tam z rodzicami, czy wrócą. Bo nie muszą uczyć się matematyki po polsku. Ważne jest, żeby dobrze mówili po polsku, mieli dobrą znajomość polskiej geografii, historii, kultury i kontakty z krajem. Sądzę, że powinien to być nasz wysiłek finansowy, z którym powinniśmy być gotowi na następny rok szkolny. I trzecia sprawa dotyczy naszych możliwości senackich. Chcemy i możemy wspierać organizacje tej świeżej, młodej Polonii. Chociaż ona sama też musi się tego nauczyć. I robi to już: myślę o organizowaniu, tworzeniu polskich gazet, rozgłośni radiowych, polskich ośrodków informacji, stowarzyszeń sportowych. Musi się po prostu organizować polskie życie. Naszą rolą jest wsparcie finansowe, jak to czynimy w innych krajach, bo czasem dobre pomysły wymagają wsparcia finansowego. Zdajemy sobie również sprawę, że to musi potrwać. Zależy nam też na tworzeniu instytucji niekomercyjnych, które zajmowałyby się wzajemną informacją, pośrednictwem pracy czy pomocą w poznawaniu przepisów prawa irlandzkiego.
* Cieszy Pańska zapowiedź, iż 20 października odbędzie się niejako pilotażowa konferencja, na której ma się ustalić jakieś kryteria działania na przyszłość.
- Oczywiście, nie oczekujemy, iż 20 października znajdziemy już w pełni gotowe plany. Ale chodzi o znalezienie optymalnego modus vivendi dla tych tysięcy Polaków szukających swego "dziś i jutra" poza krajem macierzystym, do którego z czasem być może wrócą.
* Dziękuję za rozmowę.
Franciszek Malinowski
|
 |
|